Wybrane wiersze Marii Żaboklickiej-Budzichowej, publikowane w Tygodniku Powszechnym:
* *
*
Nazywanie rzeczy, nazywanie zdarzeń
Czasem mi się zdaje, że to jest konieczne,
Że warto przystanąć na drodze,
Że warto poszukać formuły,
Która pozwoli rozwarstwić,
Zaszeregować doznania.
Że są słowa właściwe,
Że dadzą się nagiąć pod pióro
By jednoznacznie wyrazić
Smak życia i udrękę.
Lecz którą tu rzeczywistość
Chwytać w tę sieć określeń
By „widzialnemu światu
Wymierzyć sprawiedliwość”?
Czy można okiełznać nieszczęście
Znalazłszy dla niego nazwę?
Czy rytm jego nawrotów
Powstrzyma bezsilne słowo?
Jak pejzaż malowany
Z okna mknącego pociągu
Jest próba nizania słów
O mijającym życiu.
* *
*
W dawnym życiu była jakaś zaprawa murarska
Pomiędzy kamieniami
Wypełnianych obowiązków
Było chodzenie na grzyby
Wyglądanie oknem
Aerodynamiczny kształt wypoczynku.
Teraz już kryształy
Nieuchronnych konieczności
Zwarte nieubłaganą gładzizną
Szlifowanych powierzchni
Pod rosnącym wciąż ciśnieniem
Wypełniły świat
Żałobnym chrzęstem
Odchodzącej beztroski.
* *
*
Nadchodzi wreszcie starość
Czas, gdy już będzie można
Być naprawdę młodym.
Nie będzie już zanoszenia
Do szkoły zapomnianych zeszytów
I drugich śniadań córek,
Nie będzie korzystania
Z grypy aby móc malować
Ale nade wszystko
Będzie można na koniec
Mówić o tym co było
Zawsze najważniejsze:
O ulubionych książkach,
O tym jak żyć należy
Zamiast udawać stale
Że mnie interesuje
Co ile kosztowało,
Gdzie są wczasy najtańsze.
Trudno uwierzyć, że kiedyś
nadejdą te Saturnalia.
* *
*
O kiedyż przestaną chłostać
Szybkostrzelne serie pośpiechu
Gdy w każde z makowych ziarneczek
Czasu który płynie
Czasu który pędzi
Czasu który nie da się zatrzymać
Wbić trzeba celnie a mocno
Bretnale udanych dokonań.
Tak kosmonauta śledzi
Na tajemniczych tablicach
Świecących w mroku kabiny
Czy mu nie grozi zejście
Z orbity w daleką nicość
Lodowatego wszechświata.
I wciąż to samo pytanie:
Czy potrafiłam uzgodnić
Z groźnym rytmem zegara
Moje obowiązki
A przyjdzie kiedyś ten czas,
Gdy w białej za oknami pustce
Wypatrywać będziemy na próżno
Śladu nadchodzących córek